Dnia-myśli

Dnia-myśli

Życie przelatujące przed oczami – niezwykłe doznania ze śmierci klinicznej

Doświadczenia z pogranicza śmierci - film "z życia"

http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/zycie-przelatujace-przed-oczami-niezwykle-doznania-ze-smierci-klinicznej/243xer

"Przegląd życia" – tak w środowisku badaczy doświadczeń z pogranicza śmierci nazywa się sytuację, w której osobie umierającej "wyświetlony" zostaje ciąg scen z jej życia. Choć wielu ludzi, którzy otarli się o śmierć mówi, że wyglądało to jak przelatujący przed oczyma film, inni opisywali to doświadczenie jako oglądanie kadrów lub obrazów zawierających bardzo zróżnicowane sceny – od wspomnień z dzieciństwa po momenty, kiedy nie postąpiło się "jak trzeba".

REKLAMA

Raymond Moody – amerykański lekarz i autor książki "Życie po życiu" (1975), która rozpoczęła ogólnoświatową dyskusję nad doświadczeniami z pogranicza śmierci (ang. near-death experiences, NDE), uważa przegląd życia za najbardziej enigmatyczną część procesu umierania:

"Pacjenci twierdzą, (…) że w ostatnich momentach życia widzą panoramę składającą się z każdej jednej rzeczy, jaką uczynili w życiu, od narodzin aż po śmierć. Mówią, że doświadczają tych wspomnień jakby jednocześnie, tj. nie widzą ich w postaci chronologicznej sekwencji, ale wyświetlane im jest to jakby naraz, co jest dla nich trudne do opisania" – wyjaśniał.

W przeciwieństwie do stereotypowych wyobrażeń o NDE, przegląd życia nie jest oglądaniem slajdów w przyspieszeniu, gdyż świadkowie biorą w nich "czynny udział". Jak wyjaśnia dr Pim van Lommel – holenderski kardiolog, który zajmuje się badaniem tego typu doznań, charakterystyczne jest to, że osoby, które przebywały w śmierci klinicznej zaledwie chwilkę miały wrażenie, jakby trójwymiarowy i holograficzny przegląd życia rozciągał się na długie godziny.

Ale to nie wszystkie niezwykłe szczegóły związane z tym doświadczeniem.

Widz i bohater jednocześnie

Przegląd życia nie towarzyszy każdemu przypadkowi NDE. Źródła podają, że występuje on u 3-13 procent ludzi, którzy znaleźli się na krawędzi śmierci. Świadkowie podkreślają najczęściej, że oglądaniu tego, co się przeżyło towarzyszą bardzo silne emocje. Człowiek występuje tam bowiem zarówno w postaci głównego bohatera i widza jednocześnie, mając w dodatku możliwość odczuwania emocji innych ludzi, a te nie zawsze są pozytywne.

W czerwcu 1988 r. pani Emilia B. z Niechorza doznała zapaści po uczuleniowej reakcji na przepisany przez lekarza antybiotyk. Jak relacjonowała, doświadczenie śmierci rozpoczęło się u niej od wrażenia "przepływania" w przestrzeń, po czym przed jej oczami zaczęły pojawiać się obrazy z całego życia:

"Widziałam na nich różne sytuacje i wydarzenia, a jednocześnie potrafiłam je natychmiast ocenić. Wszystko doskonale wiedziałam – co było dobre, co złe i co należało zrobić. Wyglądało to tak, jakbym to ja sama była swoim własnym sędzią" – wspominała kobieta, dodając, że krótko po projekcji trafiła do krainy "cudownej piękności", której nie była w stanie opisać słowami.

Choć nie chciała stamtąd wracać, pamięć o pozostawionej w domu trójce dzieci "wypchnęła" ją z powrotem do świata żywych, w którym ocknęła się już jako zupełnie inna, bardziej uduchowiona osoba.

Z kolei pan Jacek M. z Bielska-Białej jako młody człowiek dorabiał w zespole grającym na zabawach i weselach. Pewnej wrześniowej nocy w 1960 r. wracał z kolegą do domu motocyklem. Był zmęczony. Nagle na ciemnej drodze zobaczył jakiś kształt, zdając sobie momentalnie sprawę, że to nieoświetlona furmanka. Na jakiekolwiek uniki było za późno. Jednoślad uderzył w tył wozu i nagle…

"Najpierw zobaczyłem kolorowy ‘film’ zaczynający się od okresu najwcześniejszego dzieciństwa" – wspominał. "Potem przeniosłem się do czegoś w rodzaju wielkiej pustej sali kinowej. Było tam prawie całkiem ciemno. (…) Najwyraźniej rysował się pierwszy rząd. Na jednym z tych foteli siedziałem ja, a film przekształcił się w pełnowymiarowe przedstawienie w kolorze. W pewnej chwili wyczułem, że nie jestem sam, że ktoś to wszystko aranżuje i komentuje, nie używając słów" – dodał pan Jacek, twierdząc, że na sali była z nim jakaś "istota".

Mężczyzna wspominał, że projekcja miała bardzo dziwny charakter. Oglądając "film o sobie" czuł się w takim wieku, jak w wyświetlanych właśnie wspomnieniach. Im był na nich starszy, tym szybciej biegła akcja. Kiedy doszło do wyświetlania czasów teraźniejszych, przedstawienie nagle się zatrzymało. Choć w świecie realnym minęło zaledwie kilka sekund, pan Jacek miał wrażenie, jakby upłynęło wiele godzin.

Nie wszyscy zapamiętali jednak przegląd życia jako film. Pani Barbara z Warszawy doznała śmierci klinicznej w 1966 r., oczekując w Szpitalu Bielańskim na zabieg przecięcia ropnia. Zapaść była skutkiem uczuleniowej reakcji na antybiotyk. Kobieta pisała, że w jej przypadku przegląd życia przypominał kartkowanie książki, w której zapisane były sceny z jej dotychczasowego życia. Kiedy etap ten dobiegł końca, kobieta zauważyła tunel, na końcu którego świeciło słońce. Idąc w jego stronę trafiła do cudownie zielonej krainy, jednak "coś" nie pozwalało jej pójść dalej. Zawróciła.

Mechanizm łagodzenia zgonu?

Czas i przestrzeń podczas przeglądu życia zdają się ulegać "zniekształceniu" – pisze van Lommel, dodając, że równie ciekawe są inne elementy, o których mówią ludzie poruszający się w chmurze wspomnień. Chodzi m.in. o przypominanie sobie dawno zapomnianych szczegółów lub zdarzeń z bardzo wczesnego dzieciństwa, których normalnie się nie pamięta.

Tak było w przypadku stomatologa Ryszarda G., który w 1979 r. leżał w szpitalu z powodu żółtaczki. W pewnym momencie, wskutek zakażenia, jego stan gwałtownie się pogorszył. Jak wspominał pan Ryszard, przegląd życia rozpoczął się u niego od wspomnień z okresu wczesnodziecięcego, o których nie mógł on nic wiedzieć. Następnie mężczyzna trafił do ciemnego tunelu ze światłem na końcu. W półmroku poruszały się jakieś postaci, jednak zdołał on wyrwać się z ich korowodu i po chwili znowu znalazł się wśród żywych.

Jeszcze bardziej niezwykły był przegląd życia, którego doświadczył pan Michał P. z Krakowa. W 1979 r., odbywając służbę wojskową, gdzie był oficerem ds. politycznych, mężczyzna nagle zachorował. Najpierw dostał silnej gorączki, a następnie z objawami wstrząsu trafił do szpitala. Leżąc na łóżku poczuł, że umiera. Nim "odpłynął", zdążył jeszcze zadzwonić po pielęgniarkę, po czym zapadł w dziwny stan. Obserwując swoje ciało z perspektywy sufitu, przypominał sobie twarze znanych mu osób, a nawet przodków, których nie miał prawa pamiętać. Potem – jak mówił świadek – film się zmienił i zaczął pokazywać, co dzieje się w odległych zakątkach globu.

Wiele osób, które przeszły śmierć kliniczną i obejrzały przegląd życia zmieniało swoje dotychczasowe postępowanie i priorytety. Kończąc z wyścigiem szczurów, stawali się bardziej uduchowieni i zaczynali zwracać baczniejszą uwagę na innych oraz na środowisko. Niekiedy odkrywali też u siebie uśpione do tej pory talenty.

Dla neurologów i badaczy doświadczeń z pogranicza śmierci mechanizm powstawania przeglądu życia pozostaje zagadką. Czy to naturalna reakcja mózgu, który, wyświetlając "show", łagodzi psychiczne cierpienia związane ze śmiercią? Kolejną rzeczą, która zdumiewa badaczy i świadków jest fakt, że nasze mózgi najwyraźniej rejestrują fotograficzny zapis życia, do którego nie mamy dostępu w normalnym stanie świadomości, kiedy nasze wspomnienia ograniczają się do określonych wycinków przeszłości.

Co równie ciekawe, zdaniem naukowców, doznania podobne do oglądania filmu z życia można wywołać, stymulując elektrycznie określone obszary płata skroniowego (czegoś podobnego doznają też niekiedy osoby z padaczką skroniową). Uwagę zwraca się również na przeżycia ludzi w silnym stresie lub stanie zagrożenia, którzy często opowiadają jak życie "przeleciało im przed oczyma". Niemniej jednak doświadczenia pojawiające się we wspomnianych okolicznościach nie są tak rozbudowane jak u osób, które znalazły się na krawędzi śmierci.

________________

Relacje osób, które przeszły śmierć kliniczną pochodzą z książki "Polskie życie po życiu" Marka Rymuszko (Warszawa 2011).